Proszę Państwa, oto przedstawiam: Bakterie. Jeżeli myśl o mikrobach przejmuje Was dreszczem, to zapraszam. Spróbuję Wam pokazać, że nie są to paskudne potwory, które trzeba zniszczyć za wszelką cenę.
Blog > Komentarze do wpisu
Ogrzej mikrobka

 

 

Ten znaleziony w Internecie rysunek fajnie przedstawia wpływ różnych temperatur na bakterie, ale też sam się prosi o parę dodatkowych słów.

Najpierw powiew chłodu.

W temperaturach poniżej zera bakterie generalnie nie rosną, mogą przebywać w stanie uśpienia, a część organizmów ginie – jeśli nie mają rozwiniętych mechanizmów ochrony przed chłodem, to ich komórki może zniszczyć zamarzająca w nich woda – ponieważ rozszerza swoją objętość, a także dlatego, że woda może stopniowo zamarzać przybierając struktury szpilek, które fizycznie uszkadzają struktury komórkowe, szatkując białka i tnąc kwasy nukleinowe. W niskich temperaturach bardzo spowalniają także reakcje chemiczne i biochemiczne, co wynika akurat z praw fizyki. I jeszcze jedna kwestia: zamarznięta woda jest po prostu niedostępna, więc grubo poniżej zera jest nie tylko okropnie zimno, ale też sucho (chyba, że w wodzie tej rozpuszczone są różne związki, np. sole).

I chociaż mróz, śnieg i lód generalnie kojarzą się z co najmniej uśpieniem życia, to zawsze można poszukać wyjątków. Pisałam już kiedyś o bakteriach żyjących na lodowcach , a jakiś czas temu ukazała się publikacja* donosząca o może nie kwitnącym, ale jak najbardziej aktywnym życiu mikrobiologicznym w solance o temperaturze -13 stopni C – życie to zostało uwięzione w lodowcu, w niewielkim, odciętym od reszty świata środowisku.

Podgrzejmy nieco atmosferę: w temperaturze nieco powyżej zera bakterie generalnie nie rosną, przynajmniej nie te, które mogą nas interesować np. jako bakterie chorobotwórcze czy psujące jedzenie, stąd tak powszechnie korzystamy z lodówek. Zwróćcie jednak uwagę, że nawet jedzenie trzymane w lodówce nie jest świeże w nieskończoność, co wskazuje, że obecne tam mikroby są i na dodatek bezczelnie się mnożą, tylko po prostu trochę wolniej. Jedną z niebezpiecznych paskud, przed którą należy się mieć na baczności jest Listeria monocytogenes, która nie to, że po prostu „jakoś trwa” w temperaturze lodówki, czyli ok. 4 st. C, ale akurat ona doskonale się w tej temperaturze czuje i mnoży. Niebezpieczeństwo polega na tym, że ona lubi mieszkać na wędlinach, które zwykle zjada się bez dalszej obróbki cieplnej, jak również raczej nie myje przed spożyciem. Czyli – wędlince o podejrzanym zapachu dla własnego bezpieczeństwa lepiej powiedzieć pa pa. Podobnie z ugotowanymi makaronami i ryżami – np. w sałatkach. Jeśli są na nich mikroby, to już ich nie ubijemy gotowaniem. Makaron wydaje się całkiem niewinny, prawda? Bo wiadomo, że kiełbasa się szybko psuje, ale kluchy? Na makaronie może sobie zamieszkać Bacillus cereus, który może wywoływać groźne zatrucia pokarmowe, dodatkowo bakterie z rodzaju Bacillus wytwarzają spory, czyli przetrwalniki odporne na wiele szkodliwych czynników środowiska – w tym podwyższoną temperaturę (żółty supermen na samej górze rysunku), więc nawet odgrzanie takich podejrzanych klusek nie ubije mikrobów.

Wyjdźmy teraz z lodówki: na termometrze mamy „danger zone 5-60 stopni”. Spokojnie można przyjąć, że jeśli my się w jakiejś temperaturze czujemy świetnie, to bakterie też. Powyżej czterdziestu kliku stopni temperatura dla wielu bakterii przestaje być optymalna – białka zachowują się tak samo w komórkach wszystkich organizmów i generalnie są tak samo podatne na uszkodzenia wywołane różnymi czynnikami fizycznymi. Odporność na takie czynniki wynika z istnienia jakichś dodatkowych mechanizmów.  Powyżej 50-60 st. C zaczynają się mikroorganizmy zaliczane do termofilów, które przystosowały się do życia w wyższej temperaturze „niż normalnie”. Powyżej 60-70 stopni mamy już do czynienia z organizmami ekstremofilnymi, np. mieszkańcami gorących źródeł, często nie są to już bakterie, ale archeony (kilka przykładów mikroorganizmów ekstremofilnych tu  i tu ). W takich temperaturach przeżyje też wiele form przetrwalnych, w tym wspomniane spory.

Warto pamiętać, że mikroby mają swoje ulubione zakresy temperatur, niezależnie od tego, czy zastanawiamy się na świeżością wyciągniętego z lodówki jedzenia, czy też chcemy wyhodować nowy szczep przywieziony z wakacji;) – bo jeśli były to wakacje na biegunie?

 

 

*Microbial life at -13 °C in the brine of an ice-sealed Antarctic lake. Alison E. Murray i wsp.,  PNAS December 11, 2012 vol. 109 no. 50 20626-20631, doi: 10.1073/pnas.1208607109

 



piątek, 29 marca 2013, yepestis

Polecane wpisy

  • Toaleta najbrudniejszym miejscem w domu?

    W nawiązaniu do jednego z poprzednich tekstów o bakteriach tu i tam... Deska sedesowa zyskała niechlubne miano najbrudniejszego przedmiotu znajdującego się w pr

  • Jeszcze trochę zdjęć

    Wspomnienie z Festiwalu Nauki;) Gimnazjaliści dostali szalki ze zwykłym podłożem bez antybiotków (LB) i mogli sobie wyhodować jakieś swoje bakterie. Tzn. mogli

  • Dzieci, umyjcie rączki!

    Tak tak, znowu poprzynudzam, a to dlatego, że sezon grypowo-przeziębieniowy w pełni. Rano zimno, po południu ciepło, wieczorem znów ziąb, a zarazy tylko czekają

TrackBack
TrackBack URL wpisu:

ResearchBlogging.org

Serwis Mikrobiologiczny