Proszę Państwa, oto przedstawiam: Bakterie. Jeżeli myśl o mikrobach przejmuje Was dreszczem, to zapraszam. Spróbuję Wam pokazać, że nie są to paskudne potwory, które trzeba zniszczyć za wszelką cenę.
niedziela, 31 stycznia 2010
Mikrob przyjacielem pandy


Panda wielka teoretycznie jest, tak jak pozostałe niedźwiedzie, drapieżnikiem. A jednak w pewnym momencie pandy porzuciły polowania i zaczęły konsumować zupełnie dla nich niestrawny bambus. Skąd wiemy, że drapieżnictwo „porzuciły”, a pokarmu roślinnego nie trawią? Naukowcy poznali właśnie sekwencje genów tego sympatycznego zwierzaka, a z nich wyczytali, że pandy posiadają wszystkie te geny, których produkty pozwalają innym miśkom jeść mięso. Wydaje się, że za współczesną roślinożerność pand odpowiada mutacja w jednym tylko genie, i to niezwiązanym bezpośrednio z trawieniem białka, ale funkcjonowaniem piątego zmysłu smaku, zwanego umami.


Każdy ze smaków, który odczuwamy, pełni jakąś rolę, która pozwala informować nasz organizm o rodzaju pożywienia. W skrócie można by to tak przedstawić:
słodki – to węglowodany, dostarczające szybko porcji energii
słony – mikroelementy
kwaśny – niektóre owoce, ale też jedzenie, które niektórym może szkodzić, np. niedojrzałe owoce, skwaśniałe mleko
gorzki – ostrzega przed truciznami, najczulszy zmysł
umami – mówi o obecności aminokwasów (dokładnie: glutaminianu), czyli białku w pokarmie.

W genomie pandy zaszła pewna mutacja, która spowodowała, że przestała ona czuć smak umami, więc mięso przestało być dla niej atrakcyjnym pożywieniem. Pandy zaczęły chrupać zieleninę, a z pomocą przyszły im mikroby – bambus jest bogaty w celulozę, a tej żadne zwierzęta nie trawią. Odpowiednie enzymy posiadają jedynie mikroorganizmy. Panda nie jest wyjątkiem, co potwierdziła analiza genów, a więc za całe trawienie celulozy odpowiadają mikroby. A właściwie odpowiadałyby, ale nie u pandy. Analiza bakterii obecnych w odchodach pand oraz badanie samych odchodów wskazują, że zwierzęta te trawią jedynie ok. 20% pobieranego pokarmu, reszta, w tym większość celulozy, wychodzi nietknięta. Bakterie pomagają pandzie trawić zawartość komórek, która wydostaje się z nich w wyniku mechanicznego uszkodzenia roślin (gryzienie, ale w sumie panda jako drapieżnik pewnie niespecjalnie ma czym gryźć te bambusy).

Podsumowując: panda jest drapieżnikiem, który przeszedł na dietę roślinną, a w trawieniu roślin pomagają jej bakterie, które jednak nie rozkładają celulozy, a jedynie uwolnione elementy komórek roślinnych.

Dieta pandy jest bardzo uboga i jednolita, dostarcza mało energii i tylko ok. 20% zjedzonego pokarmu jest naprawdę wykorzystywane. Jest to, obok małej rozrodczości i intensywnej ekspansji człowieka, jeden z powodów, dla których pandy są bliskie wyginięcia.

Ciekawe jak wyglądało przechodzenie pand na dietę bambusową i dlaczego w populacji pandy wegetarianki zdominowały pandy mięsożerne? Może mutacja w genie odpowiedzialnym za czucie smaku mięsnego nie była wcale przyczyną, ale skutkiem jakiegoś zdarzenia, które zmusiło miśki do zmiany diety, a to z kolei sprawiło, że zdolność czucia tego smaku przestała im być potrzebna? …tak się zastanawiam.

źródło: flickr

 

21:32, yepestis
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 grudnia 2009
Szalkowe ciasteczka

Znalezione w sieci na blogu Not So Humble Pie ciasteczka udające szalki z posiewem redukcyjnym :)

petri dish cookie

 

petri dish cookie

 

Pomysł super, muszę kiedyś wypróbować (niestety nie znalazłam na oryginalnej stronie przepisu).

Tylko ten posiew jakiś taki... mało skuteczny i na dodatek z zakażeniami. W takim posiewie chodzi o to, żeby rozsiać bakterie do uzyskania pojedynczych kolonii, które muszą się znajdować na linii posiewu. A takie pojedycze kolonie to na bank jakieś zakażenie przyleciało.

Jak pisze autorka: w przeciwieństwie do prawdziwych, polizanie tych szalek nie spowoduje, że się koszmarnie rozchorujesz :). Mniam

Pozdrowienia dla wszystkich przejedzonych świątecznych Czytelników :)

 


22:07, yepestis
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 30 listopada 2009
Ocean ma skórę


Kiedy myślisz o bezmiarze błękitnego oceanu, na pewno nie wyobrażasz sobie, że jest on pokryty galaretowatą warstwą o grubości ludzkiego włosa. Podejrzewam również, że „tajemnice oceanów” kojarzą Ci się z głębią i mieszkającymi tam dziwacznymi zwierzętami, pewnie także z zatopionymi okrętami, a może nawet morskimi potworami… ale nie z samą powierzchnią, której mieszkańców naukowcy zaczynają dopiero poznawać.


Mikroorganizmy żyjące na powierzchni oceanu tworzą własny, bardzo specyficzny ekosystem, bardzo ważny dla procesów biochemicznych zachodzących zarówno w oceanie, jak i w atmosferze. Wiadomo, że w oceanach gromadzone są ogromne ilości dwutlenku węgla, a mikroby żyjące na ich powierzchni odpowiadają za łapanie i przekazywanie tego gazu z powietrza do wody.


Dzięki obecności dużych ilości lepkich węglowodanów możliwe jest utworzenie cienkiej, ale wytrzymałej warstwy, która utrzymuje bakterie nawet przy niesprzyjającej pogodzie (np. silny wiatr), ułatwia także „łowienie” cząstek pożywienia dryfujących w pobliżu oraz unoszonych z głębszych warstw wody wraz z bąbelkami powietrza.


Badania nad gatunkami tworzącymi dryfującą galaretkę pokazały, że są to mikroby zupełnie różne o tych żyjących nieco głębiej w wodzie, za to podobne do znanych już bakterii tworzących biofilmy na lądzie, na granicy fazy stałej i ciekłej, jak np. rzeczne skały czy wnętrza rur.


„Skóra oceanu” pełni niezwykle ważną rolę we „wdychaniu” gazów cieplarnianych wgłąb wody, ma także udział w akumulacji niektórych środków szkodliwych dla środowiska, np. pestycydów. Porównanie tej mikroskopijnej, galaretowatej warstwy do skóry jest bardzo trafne, gdyż rzeczywiście stanowi ona granicę, przez którą oddziałują dwa różne środowiska – wody oceanu i atmosfery.


źródło: The New York Times

22:37, yepestis
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 października 2009
Kto zamordował alpinistę?


Gdzieś wysoko w górach, tylko śnieg i lód. Poza małą ekipą alpinistów - żywego ducha. Biało, biało, biało... nagle na śniegu widać czerwoną plamę. A może pomarańczowo-brązową, wygląda jak krew, która zdążyła już wsiąknąć w podłoże i przyschnąć. Jest krew, a gdzie jest właściciel? Kto zamordował alpinistę, który był tu wcześniej? dlaczego nie ma ciała? Skoro wiemy, że Yeti nie istnieje, to pewnie winne wszystkiemu są mikroby.  
Oczywiście. Tylko nie morderstwu, a jedynie przerażaniu ludzi.

Istnieją pewne gatunki mikroorganizmów - samych glonów kilkaset gatunków - które zamieszkują bardzo specyficzne środowisko, jakim jest śnieg, a dokładniej jego zewnętrzna warstwa, gdzie świeci intensywnie Słońce i zachodzą ciągłe cykle topienia i zamarzania. Środowisko jest wyjątkowo ubogie w związki odżywcze, a jednak glony, i w mniejszym stopniu bakterie, stają się pierwszym ogniwem łańcucha pokarmowego. Po głębszym zbadaniu okazuje się, że taki niewinny śnieg jest siedliskiem całego mnóstwa różnych żyjątek, nie tylko mikrobów, ale również bezkręgowców, mniej lub bardziej słusznie zwanych robalami.

Czerwony śnieg jest najbardziej medialny spośród kolorowych śniegów, które mogą być także pomarańczowe, żółte i zielone. Wszystko zależy od tego, jaki pigment dominuje w komórkach mikroorganizmów. Czerwono-pomarańczowa jest astaksantyna, spokrewniona z pomarańczowymi i żółtymi karotenoidami. Pojawiają się także zielone chlorofile, żółta luteina i zielono-brązowa feofityna. Chlorofile biorą udział w fotosyntezie, a karotenoidy pełnią ogromnie ważną rolę bardzo wydajnych filtrów UV. Niektóre glony bronią się przed promieniowaniem chowając się kilka cm pod powierzchnią śniegu.

Barwny śnieg występuje w wielu miejscach na Ziemi i na razie nie znaleziono jednoznacznych wskazówek, jakie warunki decydują o jego pojawieniu się. Aby znaleźć śnieżne glony warto udać się w miejsce, gdzie śnieg leży od dawna i ma kilkadziesiąt centymetrów grubości.

Badanie tych mikrobów jest bardzo ciekawe ze względu na bardzo trudne warunki środowiskowe, a znalezienie elementów odpowiedzialnych za rozwój w temperaturze poniżej zera i odporność na poddawanie cyklom zamrażania i rozmrażania może mieć duże znaczenie wszędzie tam, gdzie komórki wymagają przechowania w chłodzie, a następnie przywrócenia do stanu pełnej żywotności. Teoretycznie więc ta wiedza może w przyszłości pomóc w rozwoju transplantologii. Może także przydać się tam, gdzie ludzie zostali poddani znacznemu wychłodzeniu organizmu.

23:35, yepestis
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 września 2009
Piękne szklane mikroby

Natknęłam się w sieci na stronę artysty Luke'a Jerrama, który wydmuchał w szkle niektóre mikroby chorobotwórcze. Efekt zachwycający. Jako przykład - Escherichia coli:

Szklana E. coli Luke Jerram

 

Mikroby można oglądać w londyńskiej The Smithfield Gallery oraz na stronie autora, skąd pochodzi również powyższe zdjęcie.

22:36, yepestis
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Wpływ huraganów na pracę badawczą mikrobiologów


Mikrobiolodzy w swojej pracy nieustannie gromadzą nowe szczepy bakterii. Część z nich badana jest od razu, ale bardzo wiele wymaga przechowania do dalszych analiz, co może nastąpić nawet wiele lat później. Jedną ze skutecznych metod jest zamrażanie w temperaturze -80 °C. Istnieje jednak pewien problem – zwykle komórki nie są naturalnie przystosowane do przeżywania tak niskich temperatur. Chodzi o to, że w komórkach znajduje się pewna ilość wody, a ta, zamarzając, tworzy kryształki, które rozrywają delikatne struktury wewnątrzkomórkowe. Konieczne więc stało się opracowanie takich technik, które pozwolą przeżyć możliwie największej liczbie mikrobów. Z pomocą przyszły krioprotektanty, czyli substancje, które uniemożliwiają albo znacznie ograniczają tworzenie się kryształów (substancje te stosuje się powszechnie w biologii przy zamrażaniu komórek czy tkanek, używane są także w przemyśle). W mikrobiologii stosowane są często glicerol i DMSO (dimetylosulfotlenek), a także… odtłuszczone mleko. Ważnym czynnikiem jest też to, że szczepy umieszcza się w tak niskiej temperaturze – błyskawiczne zamarzanie znacznie ogranicza wzrost kryształków.

W sierpniu 2005 roku Nowy Orlean nawiedził huragan Katrina. Wraz z powodziami doprowadził on do zatrzymania dostaw prądu, co spowodowało m.in. rozmrożenie zamrażarek w jednostkach badawczych. Szczepy, które powinny przebywać w – 80 °C spędziły miesiąc w tropikalnych ok. 30 °C. Tymczasem gdy zamrażamy szczep, nie bierzemy pod uwagę ani cykli długotrwałego rozmrażania i zamrażania, ani tym bardziej możliwości długotrwałego przechowywania próbki w wysokiej temperaturze. 

Naukowcy z dwóch laboratoriów podjęli próbę próby odzyskania przechowywanych jak największej ilości szczepów… Jako krioprotektantów używano tam glicerolu oraz odtłuszczonego mleka. W obydwu grupach udało się odzyskać znaczną część szczepów, w niektórych przypadkach nawet wszystkie, porównano więc ilość uratowanych szczepów zależnie od rodzaju zastosowanego krioprotektantu. Otrzymane wyniki były jednak na tyle rozbieżne, że nie można było ich rozstrzygnąć na korzyść żadnego ze stosowanych środków. Naukowcy zdecydowali się, aby przeprowadzić podobne doświadczenie, tym razem jednak w kontrolowanych warunkach.

Wybrane szczepy zamrożono na 3 dni z wybranym roztworem – 15% glicerolem bądź 10% odtłuszczonym mlekiem, a następnie przez 9 tygodni trzymano w 30 °C, regularnie sprawdzając ilość żywych komórek, zdolnych do wytworzenia kolonii (licząc CFU, ang. colony forming units). Wyniki wyraźnie pokazały przewagę mleka - po tym samym okresie czasu przeżyło tysiąckrotnie więcej bakterii trzymanych w roztworze z mlekiem, niż w roztworze z glicerolem, a w niektórych przypadkach zanotowano dużą ilość żywych bakterii z roztworu zawierającego mleko, podczas gdy w roztworze glicerolu zginęły już wszystkie.

Dobra wiadomość dla mikrobiologów: otrzymane wyniki dotyczące ilości odzyskanych szczepów, i późniejsze, pochodzące z zaplanowanego doświadczenia pokazują, że rozmrożenie szczepu nie oznacza końca świata J Przy czym wtedy, gdy z jakiegoś powodu istnieje ryzyko narażenia próbki na długotrwałe działanie wysokiej temperatury, warto rozważyć zastosowanie mleka zamiast glicerolu jako krioprotektantu.

Pohuraganowi badacze to: Cody, W.L., J.W. Wilson, D. R. Hendrixson, K. S. McIver, K. E. Hagman, C.M. Ott, C. A. Nickerson i M. J. Schurr, którzy  wyniki swoich badań I obserwacji opisali w artykule: Skim milk enhances the preservation of thawed − 80 °C bacterial stocks (J. Microbiol. Methods 75: 135-138).

22:11, yepestis
Link Komentarze (2) »
niedziela, 09 sierpnia 2009
Expect unexpected

Gdy pracujesz z żywymi organizmami, albo nawet tylko z jakimiś związkami organicznymi, a szczególnie cząsteczkami bardzo złożonymi, np. białkami, to nigdy nie możesz być na 100% pewien efektu końcowego. Oczywiście, że bardzo często działa „czynnik ludzki” czyli najzwyklejsze pomyłki różnej maści ale…

…dlaczego preparaty wykonywane starannie i według przepisu wychodzą owszem, często dobrze, czy, powiedzmy, przynjamniej zadowalająco, ale te, po których spodziewamy się wszystkiego najgorszego (bo np. pewien etap niechcący wydłużymy, dodamy zbyt ciepłego buforu i jeszcze okaże się, że jakiegoś roztworu jest za mało, więc dajemy tylko to, co jest) – wychodzą rewelacyjnie? Dlaczego tak często (ale nie zawsze!), sprawdza się, że staranność nie popłaca?

… dlaczego bakterie nie chcą rosnąć, choć jeszcze wczoraj w tych samych warunkach dzieliły się na potęgę?

… dlaczego przez przypadek wychodzą takie rzeczy, których za żadne skarby nie otrzymalibyśmy, gdybyśmy właśnie nad tym pracowali? Oczywiście – wychodzą nie wtedy, kiedy są potrzebne

… dlaczego jak coś przestaje wychodzić, to przestaje? Doświadczenia, które zwykle nie sprawiały problemu nagle dają nieustająco negatywny wynik (z gatunku „reakcja nie zaszła”).

Niektóre „złośliwe” zachowania mikrobów można tłumaczyć tym, że zmiany, które w nich wprowadziliśmy działają nie tylko w tym miejscu, w którym oczekiwaliśmy. W komórce istnieją tysiące białek wchodzących ze sobą w różne interakcje, czasem dość nieoczekiwane, dlatego i nasza zmiana może zaowocować niespodziewanym zachowaniem mikroba. Gdy pracujemy nad wprowadzeniem zmian do danego szczepu (czyli manipulujemy jego DNA), mamy do czynienia z pulą mikrobów, z których większość będzie niezmieniona, podczas gdy nas interesuje wyselekcjonowanie mutanta. Zdarza się, że sprawdzenie puli nawet kilkuset nie zbliża nas do upragnionego celu. Na szczęście bywa i tak, że w bólach po (zbyt) długim czasie na szalce urodzi się jedna jedynia kolonia… i ona będzie dobra!

PS. Mój racjonalny umysł nie pozwala mi tłumaczyć braku współpracy ze strony mikrobów tłumaczyć pełnią Księżyca/nowiem, czarnymi kotami, przechodzeniem pod drabiną/słupem wysokiego napięcia… zemstą mikrobów też nie...

Po prostu: expect unexpected. Każdy dzień przynosi nowe niespodzianki

22:56, yepestis
Link Komentarze (2) »
środa, 29 lipca 2009
Horror wakacyjny


Czyli uchylę rąbka tajemnicy jak pastwię się nad moimi bakteriami.
Ale może najpierw małe wyjaśnienie: NIE oglądam moich mikrobów pod mikroskopem. Niektóre specyficzne doświadczenia rzeczywiście wymagają takich obserwacji, ale nie jest to praktyka stosowana w codziennej pracy. Jeżeli ktoś mówi o oglądaniu bakterii to zwykle chodzi mu o te masy, które widać dzięki temu właśnie, że jest ich dużo: najczęściej w postaci kolonii na szalkach albo mętnych zawiesin w hodowlach płynnych.
Bakterie są dla mnie Narzędziem, miliardami malutkich fabryczek, które powinny produkować to, o co je poproszę, czasem również służą za swoisty magazyn. Staram się traktować je dobrze, czasem stosując jakąś presję (antybiotykową), ale te małe łajzy i tak nie zawsze są grzeczne. Może te co sprytniejsze po prostu domyślają się, że tak naprawdę nie czeka ich z mojej strony nic dobrego?
Ponura przyszłość, czyli śmierć i zgorszenie, a do tego wszystko in vitro. Praca z DNA oznacza m.in., że
- Morduję i wybebeszam – tzn. najpierw pozwalam im ładnie się rozmnożyć, żeby za chwilę zalać buforem, od którego osłony komórkowe popękają, a całe flaki wypłyną na zewnątrz. Ja akurat najczęsciej łowię DNA, ale jeśli ktoś ma ochotę zapolować na inne molekuły, to na wszystko są sposoby (czy używanie różnych związków, które na etykietkach mają pomarańczowe symbole: toksyczne, żrące, szkodliwe dla środowiska…)
- Molestuję – tzn. zmuszam komórki do pobrania takich fragmentów DNA, jakie ja chcę, żeby się tam znalazły, i dokładam wszelkich starań, żeby one to wzięły, nawet, gdy może im to zaszkodzić (często stosuje się taki trik, że dajs się im coś potrzebnego – czyli podstępnie podsuwa geny oporności na antybiotyki, a później każe się im żyć na podłożu właśnie z tymi antybiotykami). Aby w ogóle móc wprowadzić DNA do komórek, muszę je najpierw przygotować, w sposób, który znacznie osłabi ich osłony komórkowe, często śmiertelnie je dziurawiąc. Bakterie, które nie chcą współpracować poddane tej stosunkowo łagodnej perswazji traktowane są prądem.
- Zamrażam – szczepy, które są potrzebne i chcemy je przechować dłużej miesza się z roztworem krioprotektantu, a następnie chowa w czeluściach zamrażarki w minus 80 st. C. Czasem wcześniej traktuje się je ciekłym azotem, żeby zamarzły błyskawicznie, nie dając szansy powstać kryształkom wody (w tym celu dodawany jest również krioprotektant). Powstające i rozrastające się kryształki działają jak noże, które przebijają delikatne wnętrzności komórki.  

To tylko niektóre przykłady, ale od razu widać, że mikroby mają się za co mścić.

sobota, 20 czerwca 2009
...bo ładnie się nazywa

Nie pamiętam, jak natknęłam się na tę nazwę, ale w pierwszej chwili zastanawiałam się, czy to w ogóle jest bakteria. Pasowało mi też do jakiejś egzotycznej, głębinowej ryby.

Nakamurella multipartita
Opisana w 1996 roku. Gramdodatnia, kulista, o dość dużych komórkach (średnica wynosi od 0,8 do nawet 3 µm), została wyizolowana z osadu czynnego, czyli kłaczków stworzonych przez bakterie w zbiornikach do oczyszczania ścieków. Środowisko ściekowe jest bardzo bogate w różne związki, więc żyjące tam mikroby cechuje bogactwo  przeprowadzanych procesów metabolicznych. Charakterystyczne dla Nakamurella multipartita (która wcześniej nazywała się Microsphaera multipartita, ale nazwa Microsphaera została wcześniej zarezerwowana dla rodzaju grzyba) jest zdolność do gromadzenia węglowodanów.
Bakterie tego rodzaju nie są zdolne do ruchu i nie formują spor (form przetrwalnych). Mogą występować pojedynczo, w parach, lub tworząc nieregularne skupiska. Rosną baaardzo wolno: podział komórki następuje co 11 godzin (E. coli dzieli się co 20 minut), co powoduje, że kolonie widoczne są dopiero po 10 dniach. Bakterie te są ściśle tlenowe.


Nakamurella multipartita
źródło

Nakamurella multipartita

Nakamurella multipartita
Kreska na białym pasku odpowiada 1 µm. A i B: pochodzą z artykułu Yoshimi, Y., Hiraishi, A. & Nakamura, K. (1996). Isolation and characterization of Microsphaera multipartita gen. nov., sp. nov., a polysaccharide-accumulating Gram-positive bacterium from activated sludge. Int J Syst Bacteriol 46, 519–525


Nazwa rodzaju została utworzona od nazwiska japońskiego profesora mikrobiologii - Kazonuri Nakamury, natomiast nazwa gatunkowa wzięła się stąd, że w mikroskopie elektronowym zauważono obecność struktury przypominającej ścianę komórkową, dzielącą komórkę:

Nakamurella multipartita

Kreska na białym pasku odpowiada 1 µm. Zdjęcie również pochodzi z artykułu Yoshimi, Y., Hiraishi, A. & Nakamura, K. (1996). Isolation and characterization of Microsphaera multipartita gen. nov., sp. nov., a polysaccharide-accumulating Gram-positive bacterium from activated sludge. Int J Syst Bacteriol 46, 519–525

 

środa, 06 maja 2009
Grzybki kwitną na wiosnę

grzyby na szalce

Grzyby przyleciały z powietrza i zasiedliły specjalnie zostawioną na noc otwartą szalkę.

Grzyby to te milutkie puchatki (tfu, nie dotykałam). Mniejsze i błyszczące plamki to kolonie bakterii - niektóre są żółte, pomarańczowe, jedna kolonia jest czerwona:). Maleństwa znajdowały się w powietrzu, a więc narażone były na działanie promieniowania UV. Kolorowe barwniki spokrewnione są z tymi, które objawiają się w liściach drzew jesienią i mi.in. służą ochronie komórki przed UV.

Zagrzybione szalki najlepiej od razu oddać do sterylizacji, pod żadnym pozorem nie otwierając, żeby nie sprzyjać rozsiewaniu zarodników. Kontakt z takimi grzybami może wpłynąć niekorzystnie na nasze zdrowie. 

PS. nie dotyczyczy mikologów, którzy wiedzą (?) jak się z tym obchodzić

23:33, yepestis
Link Komentarze (8) »
niedziela, 26 kwietnia 2009
Podbój świata

dzięki dużej zmienności

Bakterie z rodzaju Pseudomonas są przykładem mikrobów, które osiągnęły niebywały sukces w środowisku. Można je znaleźć w glebie, w wodach słodkich i słonych, zarówno czystych jak i bardzo zanieczyszczonych, na farmach w odchodach zwierząt, również w otoczeniu człowieka, wtedy mamy do czynienia z zarazkami lub bakteriami oportunistycznymi, czyli takimi, które żyją sobie gdzieś w nas lub na nas i są grzeczne, dopóki jesteśmy zdrowi, ale mogą się znarowić, gdy jesteśmy osłabieni, a nasz układ odpornościowy pojechał na urlop. Przedstawiciele Pseudomonas odpowiadają za niektóre paskudne choroby, mi. in. lubią nękać chorych na mukowiscydozę oraz osoby poparzone, ale o tym innym razem. Niektóre szczepy wchodzą w oddziaływania z roślinami i zwierzętami. Szczepy patogenne wytworzyły wiele mechanizmów oddziaływania z organizmem gospodarza oraz chroniących przed działaniem jego układu immunologicznego.

Bakterie Pseudomonas zdolne są do wykorzystania bardzo wielu związków jako źródła węgla, co ważne - potrafią rozłożyć to, co dla innych oraganizmów jest "niejadalne", czy wręcz szkodliwe, i dotyczy to również różnych związków, które jeszcze do niedawna nie istaniały w środowisku, ale pojawił się człowiek, stworzył je, a potem wyrzucił gdzie popadnie. A więc bakterie te mogą stać się naszym sprzymierzeńcem w oczyszczaniu środowiska, jeśli tylko umiejętnie je wykorzystamy.

Zajmowanie tak różnorodnych środowisk przez bakterie jednego rodzaju jest fascynujące, ponieważ oznacza ogromne bogactwo niesionych sekwencji genetycznych. Nie jest to zawsze jedna i ta sama bakteria, która zależnie od okoliczności wykorzystuje pewne geny, a inne zostawia na lepszą okazję (chociaż i to się zdarza), ale duża grupa mikroorganizmów blisko spokrewnionych, które w toku ewolucji nabyły różne geny, umożliwiające im przystosowanie się do środowiska.
01:14, yepestis
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 marca 2009
Pieniądze nie śmierdzą, ale bakterie – tak


…niestety


Bakterie (oczywiście nie tylko one) rozkładają złożone związki organiczne na prostsze, które wykorzystują aby uzyskać energię, budulec i różne cząsteczki niezbędne do życia. Proste związki często są źródłem paskudnych woni… i chociaż mając z nimi kontakt krzywimy się okrutnie, to ma to jednak swoją zaletę: nasze nosy (i  mózgi) wyewoluowały właśnie tak, żeby te zapachy wydały nam się okropne, dzięki czemu wiemy, że zapomniana przez  nas, wydobyta z najdalszych zakątków lodówki kiełbaska, jest już przeterminowana, więc żeby się nie struć, dajemy ją psu (chyba, że jesteśmy nieuczciwymi producentami żywności, albo producentami serów pleśniowych).


Procesy metaboliczne prowadzone przez mikroby różnią się zależnie od gatunku, czy wręcz szczepu, co dla mikrobiologa oznacza, że ten sam szczep na tym samym podłożu będzie pachniał zawsze tak samo, ale inaczej niż inne szczepy. Ma to znaczenie diagnostyczne – nikt wprawdzie nie będzie oznaczał gatunku wyłącznie po zapachu, to może to być jednak pomocna wskazówka, zwłaszcza dla doświadczonych badaczy. Zapach pozwala upewnić się, że w hodowli znajduje się to, co powinno: jeśli pracuję z określonym szczepem, to wiem, że gdy zamiast woni gotowanej kapusty czuję bardzo intensywny „zapach” stęchłych szmat, to na pewno moja hodowla została zakażona (a więc nieprzydatna, sio, doświadczenie przesuwa się na kolejny dzień).


W wielu wypadkach hodowle wydzielają stosunkowo delikatny i raczej neutralny zapach, ale bywa też tak, że po otwarciu szalki osoby w najbliższej okolicy robią się zielone na twarzy, po czym następuje intensywne wietrzenie pracowni. Praca ze szczepami rosnącymi beztlenowo jest szczególnie ekstremalna. Na szczęście już po paru minutach przestajemy czuć zapachy, i te miłe, i te wstrętne.


Gdy wyciągam szalki z cieplarki i owiewa mnie woń gotowanej kapusty, to zawsze myślę o fiołkach – a raczej ich braku: fiołkami to to nie pachnie ;). I tak sobie marzę, żeby zmodyfikować jakiś szczep tak, żeby jednak tę woń fiołków wytwarzał. A jeśli nie kwiatów, to może wanilii? Modyfikowane mikroby wytwarzają wanilinę, jeden ze składników aromatycznych wanilii.

23:44, yepestis
Link Komentarze (5) »
sobota, 28 lutego 2009
Przychodzi bakteria do lekarza...

 

Przychodzi bakteria do lekarza, a lekarz na to:

-Terapia fagowa

-A figa, mam system restrykcji-modyfikacji!

 

(znowu wyszło dla wtajemniczonych. 

To tylko jeden ze sposobów, w jaki bakterie unikają śmierci, tym razem wskutek dostania się do komórki obcego DNA)

23:56, yepestis
Link Komentarze (1) »
piątek, 23 stycznia 2009
Przychodzi bakteria do lekarza...

 

Przychodzi bakteria do lekarza, a lekarz na to:

- Mam dla pani antybiotyk

A bakteria pokazując mu środkową rzęskę:

- A figa! Mam transpozon!

00:14, yepestis
Link Komentarze (4) »
piątek, 19 grudnia 2008
Piekło mikrobiologa

czyli zemsta bakterii

pieklo mikrobiologa

Niewtajemniczonym wyjaśniam, że zabójczy przedmiot trzymany przez Wielkiego Mikroba to eza. Najważniejszą częścią owej ezy jest metalowa pętelka na końcu drucika, którą, w celu wyjałowienia, wyżarza się w płomieniu palnika. Jałową ezą pobiera się bakterie żyjące na jednym (lub w jednym - gdy płynne) podłożu, np. żeby je przesiać na nową szalkę. A jeśli przesiewa się wiele różnych szczepów, to w kolejnych wyżarzeniach ginie mnóstwo mikrobów. Jest się za co mścić.  

00:38, yepestis
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8

Serwis Mikrobiologiczny